W świecie filmu twórcy co jakiś czas
przypominają sobie o mrocznych bohaterach literatury, czego efektem są kolejne
produkcje oparte na tego typu postaciach. Kilka lat temu był „Wilkołak”. Na
początku roku uraczono nas „Ja, Frankenstein”. Tak jest i teraz z „Dracula:
Historia nieznana”. Czymże ta produkcja miałaby odróżniać się od poprzednich
filmów opowiadających o losach Vlada Palownika? A no tym, że twórcy postanowili
zmieszać motywy historyczne, z tymi czysto fantastycznymi. Takim oto sposobem
otrzymujemy miszmasz fabularny nawiązujący do zdecydowanie najpopularniejszego
wampira świata popkultury. Pytanie tylko czy to wszystko ma sens?
